reklama
reklama
reklama
reklama

Strefa blogowa. Zapraszamy do czytania:

List z prowincji

Ocena użytkowników: gorlice-wydarzenia-aktualności-reklama-kultura-sport-ogłoszeniagorlice-wydarzenia-aktualności-reklama-kultura-sport-ogłoszeniagorlice-wydarzenia-aktualności-reklama-kultura-sport-ogłoszeniagorlice-wydarzenia-aktualności-reklama-kultura-sport-ogłoszeniagorlice-wydarzenia-aktualności-reklama-kultura-sport-ogłoszenia / 0
SłabyŚwietny 

List otwarty do przedsiębiorstwa Wisła Kraków S.A. i jego pracownika, Patryka Małeckiego.

Przeczytałem dziś wypowiedź jednego z czołowych aktualnie piłkarzy polskich oraz oświadczenie jego pracodawcy, czołowego klubu polskiej ligi.

Na wstępie zaznaczę, że pasjonuję się sportem i jego różnymi dyscyplinami. Z radością oglądam zmagania lekkoatletyczne, pływackie (te szczególnie) czy pojedynki bokserskie. Dreszcz emocji wywołują u mnie świetne, rekordowe biegi, skoki, czy wspaniałe pojedynki atletów wieńczące lata potężnej pracy połączonej z niezwykłym talentem. Dziś z synem, przy okazji lekkoatletycznych mistrzostw świata oglądałem wspomnienie z IO w Montrealu i bieg Ireny Szewińskiej na 400 metrów. Bieg, dodam zwycięski, okraszony rekordem świata. Bieg gwiazdy, ukoronowanie jej kilkunastoletniej kariery prawdziwej atletki,  giganta światowego sportu.

 

 

Niekiedy wracam do złotych lat polskiej piłki nożnej, gdy o polskich piłkarzy bezskutecznie dobijały się najlepsze światowe kluby Realem Madryt na czele. To Real kładł na stole milion dolarów za Włodzimierza Lubańskiego, więcej niż zapłacił za kogokolwiek wcześniej.

Zawodnikowi nie podoba się, że wraz z zespołem został wygwizdany po słabym, przegranym meczu. Apeluje, by Ci co gwizdali, nie przychodzili na mecze bo mu przeszkadzają pracować. Zawodnik ma odkrywczy pseudonim artystyczny „mały”. Zapewne nie on pierwszy, nie ostatni. Przed nim był pewien „Mały”. Wołali na niego też „Zyga”. Nazywał się Szołtysik, od Małeckiego wzrostem był mniejszy, umiejętnościami i sercem do gry dużo większy. Kiwką wkręcał obrońców w ziemię, Lubańskiemu podawał z centymetrową dokładnością. Ten nowy „Mały” jest… hm po prostu mały. Mały rozumek, mała kultura, mierny charakter, małe umiejętności. Za to wielkie wymagania.

Kim jesteś Patryku Małecki, że chcesz decydować kto przyjdzie oglądać mecz z Twoim udziałem? Wydaje Ci się może, że jesteś gwiazdą? Nie jesteś. Gwiazdami byli Pele, Maradona, Lubański, czy Gerd Mueller. Ty przy nich jesteś zwykłym wyrobnikiem, wynajętym pracownikiem firmy z Krakowa, ani najlepszej ani najwybitniejszej. Nawet nie jesteś z Krakowa, tylko z mieściny na drugim końcu Polski. Kupili Cię tu, jak ja kupiłem rasowego psa, bo mi się spodobał, po to byś biegał za piłką, a nie selekcjonował widzów. Znacznie lepiej będzie gdy skupisz się na doskonaleniu swych umiejętności, bo jest co poprawiać. Lepiej nie udzielaj wywiadów, gdy nie umiesz się poprawnie posługiwać ojczystym językiem, skup się na tym za co Ci płacą, póki chcą płacić.

Nic dziwnego, że wolisz grać dla kilkuset fanatyków, bo oni ślepo kochają, właściwie nie wiadomo za co klub i jego piłkarzy pościąganych tak jak ty z różnych zakątków świata, takich na jakich ich było stać. Jak Twoje umiejętności wyglądają przy wyrobnikach zatrudnionych na Cyprze, mogłeś się niedawno przekonać. I im i tobie do gwiazd tego sportu jest równie daleko, jak mi do Billa Gatesa. Tych, którzy płacąc za bilety oceniają Cię na chłodno, wolisz na trybunach nie widzieć. Lepiej podlizywać się fanatykom. Tylko nie zdziw się, gdy posłuchają Cię Ci, do których apelujesz o absencję. Ciekawe z Czego wówczas zapłacą Ci te 30 kawałków na miesiąc.

Panie Prezesie przedsiębiorstwa Wisła Kraków! W ostatnich miesiącach byłem na paru widowiskach sportowych zorganizowanych przez Państwa na stadionie przy ulicy Reymonta. Widowiska te mogły na przybyszu z prowincji zrobić wrażenie. Duży nowoczesny stadion, piękne oświetlenie, poziom sportowy adekwatny do oczekiwań. Efektowna oprawa, głośny doping. W porównaniu do IV ligi high life. Na nieszczęście jednak ja widz z prowincji byłem też na podobnych z pozoru spektaklach w nieodległej Żilinie- spotkanie z cyklu ligi mistrzów oraz bardziej odległym Splicie w ramach rozgrywek ligi europejskiej. Chcę powiedzieć, że te znacznie biedniejsze kluby stworzyły mi dużo przyjemniejsze warunki do obejrzenia widowiska. Zapewne Państwo nie wiedzą, ze oprócz kiboli i kibiców z Państwa oferty chcą niekiedy skorzystać również inni ludzie, których ja określam mianem widzów. Nie są oni specjalnie zaangażowani po żadnej ze stron spotkania, chcą jedynie obejrzeć sportowy spektakl. Przy okazji mają ochotę wydać pieniądze na godziwy posiłek, napój, zakup jakiegoś gadżetu. Jeśli się nie mylę, dają Państwu okazję do zarobienia ekstra pieniędzy, bo na ogół w odróżnieniu od fanatyków mają pieniądze do wydania. Mam wrażenie, że czołowe kluby świata właśnie dbając o wizerunek klubu oraz pilnując by zatrudnieni piłkarze reprezentowali nie tylko poziom piłkarski, ale i stosowny poziom zachowań liczą na sprzedaż setek tysięcy koszulek, pamiątek, fotosów itp. Dzięki tej strategii mogą płacić zawodnikom odpowiednie gaże. Zarówno w Splicie jak w Żilinie koszulki,  szaliki i pamiątki można było nabyć w licznych straganach i sklepikach. Na obu tych meczach po odstaniu w krótkiej kolejce można było nabyć dowolny napój, w tym również piwo. Mimo tego nie widziałem na trybunach nikogo pijanego. Wybór jedzenia począwszy od świeżego popcornu i lodów, po bardziej konkretne wędliny czy sałatki był do ostatnich minut meczu. Również nie ruszając się z trybuny można było się posilić i napić, bo produkty były trzykrotnie roznoszone przez odpowiednio wyposażonych młodzieńców. Na stadionie w Żilinie z pewnością bufetów było nie mniej niż osiem, na stadionie dla 12000 widzów! Na marginesie: Żilina awansowała do fazy grupowej LM, bazując na miejscowych piłkarzach, zarabiających jedną piątą tego, co wasz czołowy rzecznik w krótkich spodniach. Jak to wygląda na stadionie przy Reymonta? Ilekroć byłem na meczu, już w połowie przerwy nie było nic do picia ani do jedzenia, a podczas drugiej połowy punkty cateringowe zajmowały się sprzątaniem i pakowaniem. Raz udało mi się kupić ostatnią półlitrową butelkę wody z bagatela 5 złotych. Czy rzeczywiście firma ma się tak dobrze, że nie potrzebuje więcej pieniędzy? Czy naprawdę nie potrzeba więcej WIDZÓW na stadionie?

W świetle tych doświadczeń widzom i innym wielokrotnie na stadionie obrażanym „piknikom” pozostaje IV liga bo tu na miejscu mogę przynieść ze sobą napój, telewizja i mecze za granicami RP. Tam uczestnik widowiska jest mile widziany i odpowiednio dopieszczany. Jak rozumiem, Państwo pozwalają miernym kopaczom sprawdzać się w strategiach marketingowych oraz w opracowaniu odpowiedniego targetu waszej oferty biznesowej. Być może w biznesie okażą się lepsi, niż na boisku piłkarskim.

Tak czy tak na słowa Pana Małeckiego proponuję zareagować pozytywnie. Niech gra dla trybuny północnej, a my, „piknicy” zostańmy w domu, albo idźmy na imprezę, na której jesteśmy mile widziani, nikt nas nie obraża i nam nie wymyśla. My się bez spotkań Wisły obejdziemy, ciekawe czy Wisła bez naszych pieniędzy też.

Widz z prowincji.

fot: Mateusz Skwarczek/Agencja Gazeta

Komentarze   

 
+1 #9 NieKibic 2011-08-31 12:30
Jaki kraj taka piłka, lepiej cała polska ekstraklasa zabrała by się za dopingowanie zagranicznych zespołów, bo te mają klasę w porównaniu do naszych :)
Cytować
 
 
+4 #8 gosc 2011-08-30 18:14
Brawo, brawo, brawo!
Cytować
 
 
-3 #7 Daniel 2011-08-30 17:44
Nigdy nie zdarzyło mi się na Wiśle, aby zabrakło czegokolwiek w bufecie. Z racji nieskończonej budowy bufety mają ograniczenia, co do ilości potraw, to oczywiste.
Natomiast oskarżenie, o niedostępność gadżetów klubowych to już totalna bzdura i śmiech na sali, ślepy by trafił w stoisko z gadżetami klubowymi.
Zostań Pan na IV ligowych boiskach, bo takim też kibicem jesteś.
Swoją drogą - na trybunie fanatyków też są bufety, też są kiełbasy i można w przerwie zjeść.
Z jednym się zgadzam - snickers za 5zł to stanowczo zbyt drogo!
Cytować
 
 
+4 #6 JAN 2011-08-30 12:15
Do Mariusz: A skąd większość kasy na oprawy bierzecie ? Zbieracie ze wszystkich trybun w tym od trybuny piknikowej. Jestem przekonany że od pikników macie najwięcej kasy lub przynajmniej 40-50% Tak jak wielokrotnie podkreślałem Wielki Klub jakim chce być Wisła potrzebuje jednych, drugich i trzecich czyli też sezonowców. Bo pikniki niejednokrotnie to fanatycy z przed lat..... SZANUJMY SIĘ
Cytować
 
 
+20 #5 zig4 2011-08-29 23:56
Uważam ze i fanatycy i pikniki są potrzebni klubowi bo w większości właśnie ci piknikowi będą bardziej zasilać klubowa kasę mimo ze nie dra ryja przez 90 min.
pozdrawiam pikniki
Cytować
 
 
-26 #4 Mariusz 2011-08-29 23:55
Co to w ogole za rozumowanie, ze fanatycy to jakis biedaki i nie stac ich na cole czy kielbase? Bo przeciez wszelakie oprawy czy wyjazdy(czy to w kraju czy za granica) sponsoruje nam wrozka, tak? W bufetach rowniez nigdy nie widzialem pusty pulek niczym za komuny,a i szaliki, czy koszulki bez problemu mozna kupic. Nie bardzo rozumiem dlaczego ten tekst ktory zrodzil sie, by zganic Małackiego (oczywiscie slusznie) zaczal podkoloryzowywa c wszystkie inne aspekty zwiazane z Wisłą.
Cytować
 
 
-46 #3 dsjkgdsdgjkjk 2011-08-29 23:55
"przedsiębiorst wa" i to mi wystarcza :) dalej czytać tych bzdur nie trzeba. Koleś traktuje Wisłę jako przedsiębiorstw o stąd nie ma zielonego pojęcia o czym pisze. I ten tekst o fanatykach ślepo kochających klub nie wiadomo za co. :D A pikniki za co kochają? za to że ktoś strzeli gola? dla fanatyka to nie piłkarze są najważniejszy ale barwy, herb, historia klubu. To dla nich sens życia, przemierzają setki kilometrów za klubem. Przygotowywują oprawy przez 2 dni. Uczestniczą w życiu klubu. Są z nim 24/h na dobę. Do autora tych bzdet - nie ośmieszaj się takimi tekstami.
Cytować
 
 
+20 #2 Michał 2011-08-29 18:38
Cytuję Kibic Wisły:
Fanatycy jednak potrafią mimo złego wyniku bawić się dobrze na trybunach.


Dobrym przykładem na to jak fanatycy potrafią się dobrze bawić mimo złego wyniku będzie ostatni mecz Polonii Warszawa z GKSem Bełchatów oraz pomeczowe spotkanie kibiców z Bełchatowa ze swoimi idolami.
Cytować
 
 
-23 #1 Kibic Wisły 2011-08-29 17:55
"Nic dziwnego, że wolisz grać dla kilkuset fanatyków, bo oni ślepo kochają (...)"

Na kochaniu się nie kończy. Dla ludzi, o których Pan pisze, Wisła nie kończy się na darciu ryja przez 90 minut raz na dwa tygodnie. Oni przejeżdżają setki, tysiące, przez całe życie - dziesiątki tysięcy kilometrów za Wisłą. Dziś, w "sterylnych" czasach, nie muszą ryzykować życia i zdrowia - półtorej dekady temu siekiery latające w powietrzu były normalką. Mimo to - ryzykowali. Pisze Pan dużo o Patryku Małeckim. To piłkarzyk, jeden z wielu. Oni byli i będą przelatywać jak w kalejdoskopie. Natomiast ci "fanatycy", którzy "ślepo kochają" będą z klubem zawsze. Nie mam zamiaru mydlić oczu, że kibice na Wiśle to A albo B - pikniki albo fanatycy. Tak nie jest. Fanatycy jednak potrafią mimo złego wyniku bawić się dobrze na trybunach.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież